Wenecja – miasto kanałów i tłumów

Wenecja – miasto kanałów i tłumów

Każdego roku ściąga do niej tysiące turystów, a popularność Wenecji od dawna nie słabnie. Miasto kanałów, gondoli i romantycznych spacerów ma także swoje drugie oblicze. Tłumy. I nie ma większego znaczenia, czy jest środek lata czy też jesień zbliża się wielkimi krokami. Dla jednych „śmierdzi”, dla innych jest zachwycająca.

Cud turystyczny

 

W ubiegłym roku, dokładnie we wrześniu, dane mi było odwiedzić ten cud turystyczny. I pierwsze wrażenie jakie wywarła na mnie Wenecja to tylko tyle, że jest mocno przereklamowana. Miasto jak miasto. Kilka ciekawych budynków, mostów, bajecznie (wręcz kiczowato momentami) kolorowe gondole i turyści stadnie przemierzający wąskie uliczki. Zapowiadanego przez znajomych smrodu nie zaznałam. Charakterystyczny zapach owszem wyczułam, ale to raczej coś w w rodzaju wody w akwarium niż drażniącej i odpychającej woni. Podobno to efekt niższych już temperatur, chociaż wrzesień wciąż nie skąpił nam słonecznej pogody.

 

Spacerując zatłoczonymi ulicami próbowałam zrozumieć globalny zachwyt nad Wenecją. To trochę tak, jakby ktoś nam wmówił, że to wspaniałe miasto i zachwycać się nim trzeba. Ot, świetnie przygotowana kampania reklamowa, która trwa już od wielu lat.

 

Paradoksalnie, jazda przez włoskie wioski wywarła na mnie większe wrażenie niż sama Wenecja. Nie mogłam oderwać oczu od uroczych budynków, winnic i malowniczych pejzaży. Żadne wykonane wówczas zdjęcie nie było w stanie oddać piękna tych niewielkich miasteczek i wiosek. I chociaż to Wenecja była celem podróży, to jej „zaplecze” okazało się prawdziwą perełką